Kud - Wokal
Ryknow - Bass
Gurrg - Gitara
"Boję się Dave..."
- HAL komputer, Odyseja Kosmiczna: 2001
Jest powód żeby się bać. Całkiem konkretny powód jeżeli lubisz prostą, niewyzywającą, łatwą do zdefiniowania muzykę. Jeżeli jednak chcesz usłyszeć coś mrocznego, tajemniczego, okrutnego oraz niestałego, czegoś co zmusi cię do konfrontacji z nieznanym i pozwoli spojrzeć inaczej na świat - przygotuj się na Mudvayne.
To nie zbieg okoliczności, że pierwsza piosenka na debiutanckim albumie Mudvayne'a (L.D. 50) nosi tytuł "Monolith" - zupełnie jak myślący artefakt obcego pochodzenia z filmu Stanley'a Kubrick'a - "Odyseja Kosmiczna: 2001""Ogólnym wydźwiękiem płyty jest refleksja nad ewolucją świadomości, transformacją i ryzykiem jakie noszą za sobą eksperymenty, które zmieniają punkt widzenia ludzi wewnętrznie i zewnetrznie" mówi sPaG. "I monolith w filmie Kubrick'a właśnie to reprezentował."
Tak jak zagadkowy czarny objekt, Mudvayne dba o własne sekrety - nawet ich twarze ukryte są pod symblocznymi, kolorowymi makijażami - ale nie ukrywają swego pragnienia by bawić się twoimi myślami i odczuciami. Biorąc pod uwagę intensywność nowych rodzajów heavy rocka w najbliższych latach, Mudvayne stworzył swój własny, pełen ekspresji, niepowtarzalny styl. Następne ofiary: cały świat.
"L.D. 50 (Lethal Dosage 50) to medyczny termin używany przez farmakologistów świadczący o toksyczności substancji" wyjaśnia enigmatyczny tytuł płyty sPaG. "Śmiertelne dawkowanie 50, mówi o tym jaką ilość substancji chemicznych nalezy użyć by zabić 50 ze 100 badanych osobników."
"Jest to metafora mówiąca, o tym że rzeczy, które potencjalnie otwierają twój umysł, poszerzają twoją świadomość i ukazują ci nową wizję świata oraz samego siebie, zawierają w sobie pewne ryzyko i konsekwencje. Mówi o tym jak daleko możemy sie posunąć w badaniach zanim rzeczy te staną się niebezpieczne i właśnie to miało być przekazem tej płyty."
Mudvayne rozwijał się przez 4,5 roku, odkąd po raz pierwszy spotkali sie w Peorii, w stanie Illinois, około 1996 roku. sPaG, Kud i Guurg z innym wówczas basistą (Ryknow dołączył do zespołu dwa lata później), odnaleźli się w rosnącym labiryncie lokalnych zespołów i natychmiast podzielili się wizją swojej własnej muzycznej apokalipsy.
Zespół zaczął regularnie koncertować, wygrywając konkursy od Denver aż po Filadelfie z niewiarygodną intensywnością i stawał się muzycznym atakiem, który był coraz bardziej intrygujący i brutalny. Z czasem czterej członkowie zespołu zaczęli malować twarze dodając dodatkowego, tajemniczego podłoża swojej muzyce.
"Zawsze przykładaliśmy dużą wagę do wizualnego aspektu tego co robimy, ale oczywiście nasz budżet ograniczał możliwości" mów sPaG. "Pomysł na te chore makijaże nasunął się sam." Ale perkusista ostrzega również by nie odczytywać ich zbyt dosłownie. "Nasze pomalowane twarze nie oznaczają jednak "barw wojennych". Tak naprawdę to nie szukajcie w tym żadnej specjalnej symboliki. Nie lubię dosłowności, wiec interpretacje - również naszej muzyki - pozostawiam naszym fanom."
"Filmy miały duży wpływ na twórczość zespołu" mówi sPaG. "Praca Kubricka miała na nas ogromny wręcz wpływ, ale Odyseja Kosmiczna: 2001 oraz pewne metafory w niej zawarte w szczególności. Zrobiliśmy wielkie postępy odczytując wspólnie idde w nim zawarte, co było niezykle ekscytujące, bo nadal jesteśmy dopiero na wczesnym etapie odkrywania jak nam się razem pracuje jako artystom".
Po nagraniu Kill, I Oughta (wydanego własnym kosztem) Mudvayne był bardziej niż gotów do wprowadzenia swoich pomysłów na większą platformę. Epic A&R ze Steve'm Richardon'em na czele było gotów im w tym pomóc. Zaczęło się od splatania nieokiełznanej energii muzycznej Mudvayne'a z technicznymi możliwościami studia, nad którym pieczę trzymał producer Garth Richardson (Rage Against The Machine, L7)
"Było to najbardziej przerażająco piękne doświadczenie jakie przeżyłem" wspomina sPaG. "Nyło to bardzo obciążające, bardzo psychicznie obciążające, ale jednocześnie wspaniałe, kiedy zdałeś sobie sprawę, że całe wyposażenie studia jest do twojej dyspozycji."
"Pracowaliśmy całymi godzinami, a paru techników, którzy zostali nam przydzieleni, nie spało dosłownie przez parę dni. Było to bardzo czasochłonne zajęcie. Nie imprezowaliśmy. Nagrywaliśmy płytę w Vancouver, ale nawet na chwilę nie odwiedziliśmy miasta. Pracowaliśmy - i to było wszystko."
"Nagrywanie płyty było poprostu szalone - nic innego tylko ciężka praca" wpomina Kud. "Niektóre piosenki, których pisanie tekstów kiedyś odłożyłem trzebabyło dokończyć w studiu, co nie było zbyt mądrym pomysłem biorąc pod uwagę czas oraz budżet, który nas ograniczał. Napisałem "Pharmaecopia" i "Nothing to Gein" w naszą ostatnią noc w stuidiu, zanim taśmy zostały wysłane do Nowego Jorku w celu zmiksowania. Byliśmy pod wielką presją."
Ale końcowy wynik pracy był wart tego męczącego doświadczenia, gdyż muzyka Mudvayne'a zachwyciła zespół Slipknot, którego bębniarz - Shawn "6" Crahan został jednym z producentów L.D. 50. Oba zespoły dziliły również scenę na trasie koncertowej Slipknota oraz na festiwalu Tatoo The Earth.
"To wspaniały zespół i niesamowici ludzie" mówi z entuzjazmem Kud. "Shawn widział w nas szczerość oraz bezpośredność i mam nadzieję że inni ludzie też to zauważą. Tworzymy naszą muzyke i wierzymy w jej przekaz."
Jedno jest pewne. Muzyka Mudvayne'a może być dla niektórych zbyt śmiertelną dawką. "Naprawdę czuję, że stworzyliśmy coś nowego... i testujemy to na was" podsumowuje Kud, tuż przed ostrzeżeniem - "Jeżeli boisz się naszej płyty - nie kupuj jej."
nam się stworzyć płytę taką jaką chcemy tak
szybko, ale nam się to udało" kontynuuje Chüd. "Jestem niezwykle dumny z tego albumu z
wielu względów - muzyki, melodii, kompozycji oraz tekstów. Album ten ukazuje kim
jesteśmy w danej chwili.”
Pomimo, że płyta spełnia - a czasami nawet przekracza - oczekiwania zespołu, nie było to
wcale takie proste. Jak przyznaje Spüg, pierwszy krok był najtrudniejszy: "Wiedzieliśmy
od samego początku co chcemy zbudować na tym albumie i w jakie tematy się zagłębić, ale
nie wiedzieliśmy jak zacząć.”
Na szczęście punkt zwrotny nastąpił dość wcześnie, kiedy to "Not Falling" - pierwszy singiel -
powstał szybko w podczas sesji twórczej. "Była to druga piosenka, którą napisaliśmy
i w momencie kiedy była gotowa mogliśmy odetchnąć z ulgą" - wspomina Spüg. "Patrząc
wstecz dochodzę do wniosku, że brzmieniowo ta piosenka wskazała nam drogę dla reszty albumu.”
Podczas gdy agresywne dźwięki "Not Falling" są niezaprzeczalnie charakterystyczne dla
Mudvayne, piosenka pokazuje jak bardzo dojrzalsze od czasu debiutu L.D. 50 stało się
podejście zespołu do muzyki.
"Na pierwszej płycie każdy z nas grał w swoim małym pudełku, tak jakbyśmy chcieli zrobić
wrażenie na sobie' - mówi Spüg. "Długi czas w trasie nauczył nas słuchać siebie nawzajem i
pozwalać sobie grać zamiast grać ponad sobą. Dzięki temu nowy materiał ma bardziej
rockowy feeling i zostawia więcej przestrzeni na zaistnienie wokalom oraz melodii.”
"Not Falling" posłużył nie tylko jako klucz, który otworzył muzycznie nowy album.
Chüd mówi, że temat piosenki - samorealizacja - otworzył dla niego album tekstowo:
"Praca nad ta piosenką była dla mnie potężnym doświadczeniem. Piosenka narzucała się
jako jądro, centralny punkt tej płyty. Możemy odwołać się do układu słonecznego i
powiedzieć, że ta piosenka stała się Słońcem, wokół którego orbitowała reszta albumu."
Powstanie "Not Falling" nadało rozpędu pracy nad resztą materiału. Mudvayne, na falach tej
pewności, rozpoczął nagrywanie The End of All Things to Come pod okiem uznanego
producenta David'a Bottrill'a (King Crimson, Tool, Peter Gabriel) w Minneapolis
(Minnesota) w Pachyderm Studios, gdzie Nirvana zarejestrowała In Utero.
W studio Bottrill od razu zabrał się do pracy. Oto co mówi Chüd: "David wniósł do projektu
niewiarygodny sens kontroli. Przyszedł, zjadł z nami obiad, a trzy godziny później
był już w studiu montując swój sprzęt."
"Wyciągnął na powierzchnię to co w nas najlepsze dzięki temu, że zmusił nas do
zakwestionowania tego co robiliśmy i pomógł nam pozbyć się rzeczy, które nie miały
uzasadnienia w niektórych piosenkach" - dodaje Spüg.
Bottrill był przede wszystkim znany jako producent Tool, tak więc Mudvayne był mile
zaskoczony wiadomością, że pracował on z kultowym zespołem progresywnego rocka King
Crimson, będącym jedną z inspiracji zespołu. Doświadczenie w pracy z King Crimson,
polegające na pomocy technicznie dobremu zespołowi w znalezieniu sposobu na stworzenie
muzyki ambitnej, ale zarazem niealienującej słuchaczy, przydało się bardzo w czasie
nagrywania Mudvayne.
"Jedną z największych zasług David'a dla tego albumu to pomoc w złagodzeniu
intelektualności zespołu bez jej wyeliminowania” - mówi Spüg. "Kiedy ponosiło nas za
bardzo, zadawał pytanie: Czy gracie w ten sposób ponieważ umiecie, czy dlatego, że
pasuje to do piosenki? Naprawdę trzymał dyscyplinę.”
Uwaga, którą Bottrill przywiązywał do struktury, oraz doświadczenie zespołu na trasie
pomogło stworzyć spójne brzmienie na The End of All Things to Come. Podczas gdy L.D. 50
było z zamierzenia sterylne i wewnętrznie skupione, nowe piosenki, jak "Shadow of a Man"
oraz utwór tytułowy skupiają się bardziej na grupowej dynamice niż umiejętnościom
poszczególnych muzyków.
Ale fani, którzy uwielbiają niesłychane metrum, nie będą rozczarowani nowymi piosenkami.
Przykładowo "Trapped in the Wake of a Dream" zawiera zwrotki na 17/8, refreny na 11/8 oraz część, która miesza obydwa metrum. Pomimo dzikiej synkopacji, Spüg mówi, że siłą
utworu jest jego płynność: "Myślę, że niewiele osób zauważyłoby, gdybym nie powiedział,
która to piosenka jest na 17/8. Jest to dziwne metrum, ale nadaje się świetnie dzięki
swej płynności."
Utwór ten był jednak potężnym wyzwaniem dla Chüda, który musiał znaleźć sposób, aby
śpiewać ponad dziwnym rytmem i nie brzmieć jak robot. "Dla mnie była to najtrudniejsza
piosenka na całym albumie" - wyjaśnia Chüd. "chciałem, aby miała groove i żeby ludzie
zaczęli tańczyć na 17/8. Najtrudniejszą częścią dla mnie było nauczenie się tego tańca."
Najtrudniejszym momentem dla Chüda była próba zarejestrowania przejścia.
Pod naporem zbyt wielu pomysłów Chüd ugrzązł w wokalnym zaułku. To właśnie Bottrill
przełamał psychiczną blokadę wokalisty."David spojrzał na mnie z kontrolki i powiedział:
"Nie obchodzi mnie co zrobisz, po prostu coś zrób. Cokolwiek. Niech coś się wydarzy.
"Pomógł mi odzyskać skupienie. Nienawidziłem tego utworu, kiedy nad nim pracowałem, ale
teraz kiedy już jest gotowy, “Trapped in the Wake of a Dream” jest moim ulubionym na płycie."
Spüg mówi, że po ukończeniu pracy nad albumem zdał sobie sprawę, jak bardzo zespół zżył
się na trasie i jak komfortowe stało się dla nich wspólne tworzenie muzyki.
"Nie mieliśmy czasu, aby wchłonąć i przetworzyć chaos kilku ostatnich lat, ponieważ
zaczęliśmy pracę nad tym albumem niejako z marszu" - wyjaśnia. "Dopiero później
uświadomiłem sobie, już słuchając gotowej płyty, jak daleko nowe piosenki pokazują kim
się staliśmy i gdzie zmierzamy."
Historia Mudvayne rozpoczęła się w piwnicy w mieście Peoria w stanie Illinois. Od samego
początku zespół był zdecydowany grać według własnych reguł. "Jeśli jesteś zespołem ze
środkowego Zachodu to grasz covery albo nie zarabiasz kasy" mówi Chüd. "Nie mieliśmy
zamiaru grać coverów, ponieważ znalezienie własnego brzmienia interesowało nas bardziej
od naśladowania kogoś innego.
Oddanie zespołu realizacji własnej unikalnej wizji muzycznej zaowocowało w roku 1999
kontraktem dla Epic Records. Rok później ukazał się debiutancki album zespołu L.D. 50.
Podążając za brutalnym grafikiem koncertowym Mudvayne zyskał reputację jako zespół,
którego występy na żywo są zniewalające, jak również muzycznie pochłaniające. Grono
fanów powiększało się stopniowo podczas trasy w ramach festiwalu Tattoo the Earth i
koncertów z Disturbed. Mudvayne przemierzył Stany wszerz i wzdłuż ponownie podczas
grania jako gwiazda na drugiej scenie Ozzfest w roku 2001.
Trasa ta okazała się być dla zespołu początkiem zwycięskiego okrążenia. Po trasie
debiutancka płyta Mudvayne, L.D. 50, zyskała status złotej (500,000 sprzedanych
egzemplarzy). We wrześniu 2001 zespół dostał swą pierwszą nagrodę MTV2 Video Music
Award. Jak przystało na Mudvayne, zespół pojawił się na rozdaniu nagród wygłaszając
pokorną mowę ubrany w białe smoking poplamione krwią oraz z dziurami po pociskach na
czołach. Zespół odpowiedział na nagrodę powrotem na trasę, przyjmując upragnioną rolę
grania przed Ozzy'm Osbourne'm na jego trasie noszącej nazwę Merry Mayhem.
Zwycięskie pasmo trwało nieprzerwanie do zimy, kiedy to zespół opublikował
The Beginning of All Things to End zawierające piosenki z niezależnego debiutu
Kill I Oughtta wraz z kilkoma remiksami oraz interludiami z L.D. 50.
Konsekwencją DVD-singla z piosenką "Dig"- pierwszego w historii Epic Records DVD-singla
- było ukazanie się pierwszego pełno wymiarowego wydawnictwa DVD Live in Peoria. Płyta
zawierała dziewięćdziesięciominutowy koncert, sceny z zza kulis oraz
oryginalna wersję videa do "Death Blooms.”
Mudvayne eksploruje możliwości DVD oferując specjalną edycję The End of All Things to
Come zawierającą bonusowe DVD. Na płycie znajdziemy trzydziestominutowy materiał ze
studia, niepublikowane fotografie, wywiad, którego udzielili Chüd i Spüg, jak również
niepublikowane wcześniej utwory "Goodbye" oraz "On the Move."
Wraz z The End of All Things To Come Mudvayne kontynuuje rozszerzanie
swoich artstycznych granic.
www.mudvayne.com
http://www.mudvayne-online.de



